Działoszyn – 19 lipiec 2003 – Koncert Łez

To był jeden z koncertów przeżytych troszkę inaczej. Po pierwsze grono FFC liczyło chyba tylko 8 osób, ale to oczywiście w niczym nie przeszkadzało ;) Brakowało nam Was :P Ale tylko czasami :D :P Po drugie bez większych problemów cały koncert spędziliśmy opierając się o bok sceny :)

Ale też ciekawe co było wcześniej, bo sam koncert ŁEZ to chyba już każdy miał okazję zobaczyć :D Wyruszyliśmy z Katowic w składzie: Sylwia, Kala, Syriel, Przemek i Ja.
Sylwia nas troszkę zaskoczyła bo miała ze sobą pluszowego miśka… później nazwaliśmy go „MAŁPĄ” :P Droga minęła bardzo miło: słuchaliśmy ŁEZ, rozmawialiśmy i nieco przegapiliśmy drogę do Działoszyna ;) Ale co tam, nieważne :P Ważne, że dojechaliśmy :D Byliśmy także na chwilkę MC DONALDZIE, gdzie otrzymaliśmy pozdrowionka od Martyny, która chyba duchem była z nami i my z Nią :* :* :* :* Zatrzymaliśmy się w ogródku i tak gawędziliśmy i nie tylko :D Po kilku godzinach pojechaliśmy do Hotelu, gdzie był już zespół :D :D :D Potem przyszedł Sławek (Iwan), Martin i jeszcze jeden ich kolega, ale nie pamiętam imienia – zdarza się :P Tak sobie siedzieliśmy i było bardzo miło :D Wszyscy z zespołu przyjęli nas ciepło :) Potem wszyscy wyruszyliśmy samochodami na miejsce koncertu. Tam robiliśmy sobie zdjęcia, a jak zobaczyłem Syriel z basem Arka to też sobie zdjęcie zrobiłem :D Koncert spędziliśmy z boku, ale bardzo przyjemnie, tak inaczej :P Potem trochę pomagaliśmy Karinie w sklepiku. Ahh jeszcze jedno jeśli chodzi o koncert – Adam rozwalił całą swoją gitarę :D Tak mi żal jej było :) Potem szukałem gryfu, ale widziałem jak jakiś gościu już go nabył, resztę znalazł tez ktoś inny :( A co po koncercie…. w dom ??? !!! Nie, nie – nie tym razem :P Prosto do Hotelu. A tam zabawa, granie w piłkarzyki, rozmowy (niezbyt ciekawe i mądre oraz nie do opublikowania na Forum :D ;)) Po pewnym czasie Dawid wziął siekierę i poszedł organizować ognisko :) Było cudownie !!!!! wszyscy siedzieliśmy przy ognisku i piekliśmy kiełbaski :D (nie było z nami tylko Ani i Arka). Czuło się lekkie zmęczenie… była chyba 3.00 nad ranem. Pożegnaliśmy się z wszystkimi, Adam był naprawdę bardzo miły (jak to Adam) i fajnie jak się słyszy słowa typu „dziękuję, że przyjechaliście”… naprawdę :) Wtedy to wszystko ma sens… :) W drodze powrotnej wszyscy już byli padnięci… najbardziej jednak chyba Sylwia :)

A tak naprawdę, to wszystkie najlepsze i najśmieszniejsze rzeczy nie są tutaj do napisania z wielu powodów…niestety :P Forum czyta dużo osób, których nie znamy może nawet nie są zarejestrowani i czasem tutaj zaglądają i czytają.

Teraz czas na podziękowania:

Dla Przemka (Frezzer’a) za transport i towarzystwo :)
Dla Sylwii za to, że jest :* Oraz za to, że jest dobrym Prezesem i wszystko załatwi :)
Dla Syriel, Kali, Sławka (Iwana) i całej reszty FFC :)
No i oczywiście dla ZASPOŁU ŁZY !!!